Stronę wyświetlano:

sobota, 26 listopada 2011

06.Ten demon, zaborczy


 Dziś krótko. Pisane bez weny, ale ja tak mam, że z weną czy bez - zaczynam i pisze się samo. Rozdział nietypowy i mało w nim akcji, ale ma coś w sobie. Podoba mi się. Być może dlatego, że piszę  to dwadzieścia minut po drugiej w nocy. 
Tak, pewnie tak.
Ale uczę się, prawda? Chcę czuć się dobrze przy opisywaniu wszystkiego. Chcę być zajebista i w ogóle. Może kiedyś mi się uda?
Nie nudzę, do svidaniya!
***
- Sebastian.
Mężczyzna momentalnie przestał ignorować obecność Róży i spojrzał na nią z pytającym uśmiechem.
- Mam sprawę.
- Tak, tego się domyśliłem – wskazał jej fotel obok.
Usiadła.
- Hmm…wiesz…masz tu…wolne pokoje, prawda?
- Nie licząc tego, w którym brak żyrandola.
Aidii zrobiło się gorąco. Sebastian chętnie podrążyłby jeszcze ten temat, ale ciekawiła go inna rzecz.
- Spokojnie. Co z pokojami?
- Wiesz, mam…kolegę.
- Nic nowego.
- Sugerujesz coś?
- Zbaczasz z tematu.
Wzięła głęboki oddech.
- Studiuje tu, wywalili go ze stancji, szuka mieszkania – wyrecytowała jednym tchem.
Demon uśmiechnął się złośliwie.
- Na jakiej podstawie uznałaś, że mnie to obchodzi, Aidio?
- On nie ma gdzie się podziać.
- Naprawdę mi przykro.
Otworzyła usta i znów je zamknęła. Nie miała ochoty dyskutować z nim dłużej.
Niespiesznie przeszła do pokoju, spakowała do torby kosmetyczkę i parę ubrań, wyszła i skierowała się w stronę drzwi wyjściowych.
- Dokąd to? – Sebastian pojawił się tuż obok, gdy sięgała klamki.
- Do siebie. Biedak nie będzie siedział u mnie sam. – Szarpnięciem otworzyła drzwi. -Będziemy spać w jednym łóżku, bo wiesz, na podłodze gościowi nie wypada, mnie tym bardziej, i będziemy razem jeść posiłki i razem…
Położył rękę na drzwiach, zamykając je z trzaskiem.
- …się uczyć. – dokończyła i wyzywająco spojrzała na Michaelisa.
- Ciekawa wizja.
- Też tak uważam.
- Mam być zazdrosny?
W tym momencie Aidia poczuła dziwne sensacje w okolicach żołądka, przypominając sobie pewną burzową noc.
- Nie będziesz. – Stwierdziła cicho.
- Alice też się to pewnie spodoba.
- Och, naprawdę JESTEŚ zazdrosny – starała się ukryć nutkę histerii, jednak niespecjalnie jej to wyszło.
Demon nachylił się nad nią. Był blisko.
Zbyt blisko.
- Jestem.
Nie lubił takiej samowoli u swoich zabawek. I zdecydowanie nie chciał, żeby ktokolwiek inny je dotykał.
Ale tego nie powiedział.
Zwykłe „jestem” i tak wystarczyło, żeby dziewczynę zatkało.
Poczuła się dziwnie.
To było…przyjemnie uczucie.
Z pewnym trudem uświadomiła sobie, że ma ochotę go objąć. Nie przez to, co powiedział, ale przez tę bliskość. Zapach. Ciepło oddechu. Przez ten głos, którego tak lubiła słuchać.
- Powiedz mu, że może tu zostać na jakiś czas – stwierdził Sebastian wyprostowując się i po chwili odchodząc do połączonego z holem salonu.
- To twój chłopak? – Spytał beznamiętnie, siadając znów w fotelu.
- Raczej…bliski przyjaciel.
- Z tego co mówisz, bardzo bliski.
Sebastian dobrze wiedział, kim jest osoba, o której mowa i jakie ma z Aidią powiązania.
Z tym, że wiadomość o stałej inwigilacji trochę by ją zdenerwowała.
- Od dziecka – wyjaśniła.
- To urocze.
Widząc, że Sebastian nie ma nic więcej do powiedzenia, postanowiła iść do siebie.
Jakoś bolało ją patrzenie na jego obojętną minę.
- Zostań – powiedział, widząc, że chce odejść.
- Po co? – Prawie warknęła.
Nie otrzymawszy odpowiedzi, po prostu poszła do siebie.
Ledwie zdążyła usiąść na łóżku, poczuła podmuch zimnego powietrza i usłyszała trzask zamykanych drzwi.
- Prosiłem, żebyś została – oznajmił Sebastian.
- Nie chciałam.
Zignorował to.
Nie zważając na jej protesty położył ją na łóżku, zaraz umiejscawiając się obok.
- Spokojnie – nakazał łagodnie. Ujął jej dłoń i delikatnie pogładził jej wnętrze, a następnie położył na swoim policzku, z zaciekawieniem obserwując jej dezorientację.
- Zastanawiam się, czy ty mnie lubisz?
Zmieszała się jeszcze bardziej, nie wiedząc, jak zinterpretować nacisk położony na ostatnie słowo.
- Raczej nie – powiedziała, starając się rozładować atmosferę.
Nie wyszło jej, bo demon takim samym jak wcześniej, łagodnym ruchem pogładził ją po włosach. Pomyślał, że jeszcze raz chciałby poczuć jej słodycz. Zatrzymując rękę na karku, przysunął się i delikatnie ją pocałował.
Jej oczy rozszerzyły się ze zdziwienia. Kiedy się oderwał, chciała coś powiedzieć, ale powstrzymał ją, kładąc dłoń na jej wargach. Patrzył jej przez chwilę prosto w oczy, jakby chciał z nich coś wyczytać.
- Ja cię lubię. Zostaniesz ze mną, prawda? – To pytanie wypowiedział bardziej sam do siebie, jakby nie oczekując odpowiedzi.
Z dziwnym, przerażającym zadowoleniem.
- Ja zostanę – wyszeptał jej jeszcze do ucha. Oparł głowę na jej piersi, chcąc posłuchać bicia serca. Tego słodkiego rytmu. Melodii życia.
Napawając się świadomością, że należy do niego.
W Aidii wszystko krzyczało, że coś jest nie tak. To nie była zwyczajna czułość.
Ale nie umiała nazwać tego zachowania. Wiedziała tylko, że jest przerażające.
Kiedyś już czuła się podobnie.
Nagle wzrok Sebastiana spoczął na niewielkim, srebrnym medalionie na jej szyi – wcześniej musiała nosić go pod bluzką.
Nie, nie zauważył go wcześniej.
Powoli sięgnął po naszyjnik, ale kiedy Aidia zorientowała się, co robi, poderwała się i szybko go odepchnęła – z zaskoczenia pozwolił na to.
- Nie dotykaj tego!
Sebastian zmarszczył brwi. Najwyraźniej oswojenie niektórych zwierzątek nie było takie łatwe.
Miał ochotę zostać. Zmusić ją do pokazania mu medalionu, skoro nie chce zrobić tego sama.
Zmusić ją do wielu innych rzeczy.
Jakim prawem czegokolwiek mu odmawia?
Należy do niego.
Ale nie taki był jego plan.
Ona musi mu zaufać.
Musi sama oddać się jemu, we wszystkich aspektach.
Zamknął oczy, żeby nie przerazić jej ich chwilową czerwienią.
I tak była przerażona.
Jakim prawem była przerażona? Powinna mu ufać.
Idąc w stronę drzwi pomyślał, że ta gra będzie trudniejsza, niż mu się zdawało.
Więc i ciekawsza, nieprawdaż?
- Mam nadzieję, że on będzie znał swoje prawa. Śpij dobrze – powiedział już łagodnym, uspokajającym tonem.
Mimo, iż wiedział, że z pewnością nie będzie spała dobrze.
Na tę noc starannie zaryglował wszystkie wyjścia z posiadłości.

sobota, 12 listopada 2011

05. Jego ofiara, karuzela.

Cóż. Cztery strony w Wordzie. Wow.
Ale czy warte czytania, ktoś inny może powie. Zaczynałam ten odcinek jakieś osiem razy. Naprawdę. 
W dodatku wersje były tak różne, że mogłyby robić za oddzielne odcinki. Gdyby tylko nie były beznadziejne. 
Trochę jakby tym rzygam. Na szczęście przez wywołującą torsję Część Nudną już przeszłam, akcja zaczyna się tutaj. Mam już zakończenie. Mam taki fajny monolog na koniec. Itd.
Zakładając bloga, zastanawiałam się, jak długo wytrzymam bez estetycznego szablonu. Mam dobry wynik, prawda?

***

W piątkowe popołudnie Róża wyszła na dziedziniec szkoły i spojrzała w niebo. Wiał zimny wiatr, słońce znikło. Otuliła się szczelniej płaszczem, zakaszlała i poprawiła szalik. Rozejrzała się.
Nie ma go tutaj.
A jedyna droga prowadzi przez główną bramę.
Szybkim krokiem ruszyła w jej kierunku. Minąwszy ją ostro zakręciła i zaczęła biec w stronę przystanku, przy okazji potrącając blokującą chodnik grupkę młodzieży.
Długo ów szaleńczy bieg nie trwał, bo zaraz poczuła chwyt na ręce.
O nie.
- Gdzie się tak spieszysz? – przywitał ją Sebastian z serdecznym uśmiechem.
Szamotała się chwilę, ale w końcu dała spokój.
- Na autobus.
- Przecież mówiłem, że po ciebie przyjadę.
O tak, co dzień to mówił.
Zaczynali stanowić ciekawy obiekt obserwacji, więc Aidia zupełnie się poddała i Michaelis zaprowadził ją do samochodu.
Jechali w milczeniu – Aidia ostentacyjnie odwrócona recytowała pod nosem tabliczkę mnożenia na dwanaście, od czasu do czasu przerywając atakiem kaszlu. Sam demon natomiast tylko raz spojrzał na nią z zastanowieniem.
Gdy tylko weszli do domu, Michaelis błyskawicznie przyparł Aidię do ściany. Nie zważając na jej szamotanie przez chwilę patrzył jej w oczy i…
Pocałował ją w czoło.
- Co ty wyprawiasz? – dziewczyna zaczerwieniła się, mocno skonfundowana.
- Masz gorączkę, dziecko.
Skrzywiła się. Dziecko?
- Mierzysz temperaturę USTAMI?
- Wiesz, skóra na ustach jest najcieńsza i przez to najbardziej…
- Nieważne. – Przerwała mu.
- Sama pytałaś.– Oznajmił z uśmiechem, zdejmując jej płaszcz.
- Perwers.
Spoważniał.
- Bądź łaskawa się uciszyć i iść do siebie. Masz się przebrać w piżamę i położyć do łóżka. Za parę minut przyniosę ci herbatę.
Żądanie spełniła. Posłuszeństwo jednak skończyło się z chwilą, gdy zniknęła mu z oczu – znalazłszy się w swoim pokoju po prostu opadła na fotel biurowy i zaczęła radośnie się w nim kręcić śpiewając jakąś arię. Sama nie wiedziała, dlaczego, ale miała ostatnio wielką ochotę zachowywać się przekornie.
- „Les Oiseaux Dans La Charmille”?
Podskoczyła.
- Twój francuski pozostawia wiele do życzenia.
Sebastian postanowił nie wspominać o zdolnościach wokalnych.
- A teraz – postawił przyniesioną tacę na biurku i spojrzał na Różę z miłym uśmiechem godnym najlepszego psychiatry – dlaczego zignorowałaś to, co ci poleciłem?
Być może przez gorączkę, w każdym razie była trochę przerażona. Nawet, jeśli wiedziała, że niczego jej nie zrobi.
Nie powinien.
Patrzyła na niego wielkimi oczami.
Westchnął.
- Po prostu się przebierz, albo ja to zrobię za ciebie.
- Sam się przebierzesz? – Zagadnęła wesoło.
W odpowiedzi dostała spojrzenie, które zmroziło całą jej radość.
Kiedy wróciła przebrana z łazienki, została natychmiast zapakowana do łóżka i ułożona w pozycji siedzącej.
- Pij. – Polecił Sebastian podsuwając jej pod nos kubek z gorącym mlekiem.
- Nie jestem małym dzieckiem – warknęła Aidia, wyrywając mu naczynie.
Był to błąd - sparzywszy sobie palce odruchowo wypuściła z nich kubek, rozlewając jego zawartość na siebie oraz pościel.
Demon błyskawicznie wygrzebał Aidię spod warstw pościeli, po czym wziął ją na ręce.
- Kiedy nauczysz się najpierw MYŚLEĆ, potem ROBIĆ?
- To i tak twoja wina. – Stwierdziła cicho.
Postawił ją na ziemi i kazał znów się przebrać. Gdy zniknęła za drzwiami łazienki, zmienił szybko pościel.
- Uspokoiłaś się już? – Spytał uprzejmym tonem, kiedy wróciła.
- Nie wiem, o czym mówisz. – Poczuła, że znów się czerwieni. Jeszcze bardziej.
- Jasne. – Otulił ją szczelnie kołdrą o oparł ręce po obu jej stronach. – Muszę z tobą porozmawiać.
Zabrzmiało groźnie. Przez głowę Różyczki przesunęło się parę szeregów scenariuszy, obejmujących między innymi dyskusję na temat:
- żyrandola, który zrzuciła, następnie chowając jego pozostałości w szafie jednego z pokojów gościnnych;
- pęknięć w ścianie korytarza na drugim piętrze;
- tego, co Sebastian myśli o jeździe na hulajnodze po jego domu;
- wielu innych rzeczy, do których się nie przyznała w nadziei, że gospodarz nie zauważy.
Ewentualnie mógł ją też zabić.
Nie, nie mógł.
Aidia uśmiechnęła się do siebie.
- Zimno mi. – Podsumowała swoje myśli.
Poprawił kołdry.
- Abstrahując od faktu, że cały czas starasz się zwrócić moją uwagę a jednocześnie protestujesz, gdy ci ją poświęcam…
- Wcale nie próbuję zwrócić twojej uwagi.
Zaklęła w myślach, uświadamiając sobie, jak musiało wyglądać to całe „przekorne” zachowanie, które fundowała mu od jakiegoś czasu. Ale przecież ona nie...
Och.
- Nieważne. W każdym razie mam dość ważny komunikat. – Zerknął na nią, upewniając się, że słucha. – Zabieram cię ze szkoły.
Zaśmiała się.
- Tak, świetnie. Postrzeliło cię.
- Wszystko ustalone. Będziesz miała nauczanie indywidualne.
- Sebastian. Ja nie jestem AŻ TAK CHORA.
Otulił ją szczelniej.
- Nie powiedziałem, że to z powodu choroby.
- To dlaczego niby?
- Chcę cię mieć na oku.
Beztroski spokój w jego głosie zdenerwował ją jeszcze bardziej. Zamknęła oczy i oparła głowę o poduszki.
- Ciekawa zachcianka i piękny plan, ale przykro mi, zostaję w szkole. Zresztą Alice i tak by się nie zgodziła.
- Powiedziałem, że wszystko już ustalone. Rozmawiałem z twoją siostrą.
Podniosła się i otworzyła oczy.
- Kiedy? Jak?
- Jakiś czas temu. Telefonicznie. – Odpowiedział cierpliwie demon.
- ZGODZIŁA SIĘ?
- Tak, to właśnie wynika ze słów „wszystko ustalone”.
Aidia zapewne także bez gorączki miałaby problem ze zrozumieniem sensu tego wszystkiego. Opadła na poduszki. Przecież Alka nawet z zaakceptowaniem samej osoby Sebastiana miała problem. O tym, że jej siostra mieszka u wyżej wspomnianego nie wiedziała – i dzięki Bogu.  
- Sebastian, co jej zrobiłeś? – spytała słabym głosem.
- Nic, oczywiście. Wiesz, że potrafię być piekielnie przekonujący. – Uśmiechnął się złośliwie.
Jęknęła.
- Ona ma męża, głupi demonie.
Pogładził ją po włosach. Syknęła z niezadowoleniem
- Jesteś przerozkoszna. Skoro już wszystko jasne, zaraz wrócę.
Przez parę minut Aidia leżała oszołomiona, a kiedy Sebastian wrócił z zimnym okładem i drugą porcją mleka, chwyciła go gwałtownie na rękaw.
- Ale przecież to nie jest takie proste! Musisz napisać podanie, i musisz mieć powód, na przykład gdybym miała alergię na powietrze i oczy zalepiałaby mi…
- Nie przejmuj się tym już. – powiedział uspokajająco, kładąc na jej czole okład.
Przez następne pół godziny Michaelis wmuszał w nią aspirynę, następnie mleko, a w końcu spokojne leżenie. Kiedy udało mu się uciszyć jej majaki i wyglądało na to, że zasypiała, zabrał puste naczynia i ruszył ku drzwiom. Zanim jednak wyszedł, usłyszał jeszcze jedno pytanie.
- Sebastian, lekcje będę miała z nauczycielami z mojej szkoły, tak?
Było to powiedziane wystarczająco cicho, by mógł udawać, że nie usłyszał.
Zresztą, ona i tak już prawie spała.
Z uśmiechem zamknął drzwi.
***
- Za nieodrobione zadanie dostajesz dwie dodatkowe godziny matematyki. – Stwierdził spokojnie Michaelis pewnego popołudnia.
Aidia, która już przygotowywała się do radosnego opuszczenia biblioteki, gdzie spędziła ostatnie sześć godzin, zamarła.
- Przecież je zrobiłam! – krzyknęła, trzaskając notesem o blat stolika.
- Zrobiłaś je od niechcenia. Nie zaliczam ci go, stać cię na więcej. Masz teraz dwadzieścia minut przerwy, ciesz się nimi. I przynieś, proszę, przyrządy geometryczne.
- Zadanie było z polskiego!
- Zaniedbałaś je z lenistwa. To z matematyką wciąż masz problemy. Z czegoś jeszcze muszę się wytłumaczyć? – ostatnie pytanie zadał z uprzejmym uśmiechem, uchylając się przed lecącym w jego stronę notesem Róży.
Dziewczyna tylko warknęła i prawie wybiegła z biblioteki, trzaskając drzwiami.
Minął już prawie miesiąc od dnia, kiedy Michaelis stał się jej nauczycielem. Zaraz po tym, jak dotarła do niej tożsamość nauczyciela, udała się do swojej szkoły i odbyła bardzo nieprzyjemną rozmowę ze swoją dyrektorką na temat uprawnień Sebastiana. Nieprzyjemną, bo dyrektorka była dość stronnicza.
Tak, profesor Michaelis to inteligentny człowiek, widziała jego CV, osobiście z nim rozmawiała, bardzo podoba jej się jego podejście do nauczania, oczywiście, to straszne, że z powodów zdrowotnych Aidia musi ich opuścić, ale on z pewnością dobrze przygotuje ją do matury.
Profesor Michaelis? CV? Kiedy, jak, gdzie?
Coś podobnego było chyba w książce.
W „Mistrzu i Małgorzacie”.
Profesor Woland Michaelis. Ciekawe.
Aidia pobiegła po schodach na samą górę. Zatrzymała się zdyszana na poddaszu, wpadła do jednego z pokojów i zaryglowała za sobą drzwi. Nie dlatego, żeby odgrodzić się od demona. Była po prostu ciekawa, co zrobi. Podeszła do dużego okna w dachu. Niczego przez nie nie zobaczyła – widok zasłaniała gruba warstwa padającego od rana śniegu. Aidia podstawiła sobie krzesło i spróbowała otworzyć okno. Bez powodzenia jednak – mróz zrobił swoje. Popchnęła mocniej i usłyszała pęknięcie – ustępowało. Już prawie jej się udało, kiedy poczuła, jak ktoś chwyta ją w pasie i stawia na ziemi..
- Próbujesz zamarznąć na dachu? – Zagadnął Sebastian zaciekawiony.
- Bynajmniej – stwierdziła Aidia, wyszarpując się z jego uścisku. Zerknęła na drzwi – wciąż były zaryglowane.
Och, demonie.
- Aż tak nie cierpisz matematyki?
- Dokładasz mi jej dwie dodatkowe godziny już trzeci raz w tym tygodniu.
- Masz z nią problemy.
- Wiesz, że jest środa?
Zapadła cisza. Michaelis patrzył na nią badawczo.
- O co ci w ogóle chodzi?
- Aidia.
- Co?
- Dlaczego się mnie nie boisz?
Spojrzała na niego unosząc brew.
- A powinnam?
- Skąd pewność, że nie?
- Możemy tak rozmawiać przez wieczność – warknęła i ruszyła w stronę drzwi – zimno mi.
W mgnieniu oka znalazł się przy niej i objął ją mocno.
- Wciąż ci zimno?
Po kilku próbach zrezygnowała z uwolnienia się.
- Kontynuując, szybko uwierzyłaś, kim jestem, w dodatku nie miałaś problemu z przywiązaniem się do mnie. To…zastanawiające.
Milczała przez chwilę.
- Wygląda na to, że oszalałam – powiedziała cicho.
- Nie powiesz mi? – Odwrócił ją twarzą do siebie i nachylił się, patrząc jej w oczy – a może mam skłonić cię do mówienia?
Szarpnęła się wystraszona.
Tym razem pozwolił jej się uwolnić. Natychmiast wybiegła z pokoju.
Sebastian uśmiechnął się do siebie.
Ciągle uciekała. 
Szkoda, że jemu nie ucieknie.
Fascynujące będzie złamanie jej.
Postanowił odpuścić jej matematykę na dziś.
***
Aidia wpadła do swojej sypialni i trzasnęła drzwiami.
Oczywiście, że panowała nad sytuacją.
Nie czuła się przytłoczona. Wcale.
Nie bała się.
Wiedziała, że demon jej nie skrzywdzi. I bynajmniej nie dlatego, że mu ufała.
Wiedziała, ponieważ miała asa w rękawie.
Przekręciła klucz w zamku i zapaliła świece w kinkietach oraz tę na biurku. W szufladzie odszukała czystą papeterię i długopis.
***
Drogi panie Garton!

Czy jesteś drogi? W jakimś sensie na pewno.
Zastanawiam się, czy tu jesteś. Zastanawiam się, czy o mnie pamiętasz.
Myślę o Tobie stanowczo zbyt często – to takie zabawne. Nie jak o kimś ukochanym czy znienawidzonym. Po prostu stale jesteś obecny w moich myślach. Pocieszeniem jest to, że z pewnością jesteś ważny. Czy to Cię pocieszy?
W każdym razie czy chcę tego czy nie, grasz bardzo ważną rolę w moim życiu. Wiesz o tym.
Stanowczo za Tobą nie tęsknię, wybacz mi, ale chyba to nie ma znaczenia. Ten list jest kaprysem i uznaj go za kaprys.
Może zresztą przez napisanie go uda mi się wszystko przyspieszyć?
Jeśli czuwasz, widzisz z pewnością, co ja wyrabiam. Co ja wyrabiam?
Uwierz mi, świetnie się bawię, choć bywają i momenty strachu.
Jesteś zły na mnie? Czujesz się bezsilny?
Zastanawiam się, jak ogromny ból Cię trawi. Jak cierpisz i drżysz w bezsilności, a wszystko przeze mnie. Pogodziłam się z tym, że wiele mi nie zostało, ale, wybacz mi znów, Chris, nie jestem samobójczynią. Chcę tylko, żebyś wiedział – myślę o Tobie. Jestem świadoma tego, że niebawem Cię zobaczę.
Zmieniłam się, wiesz? Nie boję się już. Jestem w stanie stawić czoła swoim decyzjom. Przestałam być małą dziewczynką. Na dobre.
Krew obmywa niewinność, słyszałeś o tym?
Chciałabym jedynie wiedzieć, czy to przeczytałeś. To wszystko.

Na szczęście niczyja,
Aidia Rosalie Carter.


Kiedy mężczyzna skończył czytać, kartka stanęła w płomieniach.
Chętnie zobaczyłby w nich nadawczynię listu. Choć przez chwilę, ułamek sekundy.
Potem sam ugasiłby ten ogień.
***
Aidia otworzyła oczy i przez chwilę jeszcze leżała, uspokajając oddech i zastanawiając się, dlaczego jej sny są tak realne.
To zdarzenie nie śniło jej się od sześciu lat.
Zerknęła na karafkę stojącą na etażerce. Była pusta.
Z westchnieniem wstała i podeszła do drzwi.
Nagle coś ją zatrzymało. Odwróciła się i spojrzała na biurko.
Koperta zniknęła.
Na jej miejscu leżał niewielki medalion na długim, srebrnym łańcuszku.
Róży pociemniało przed oczami.

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

04. Jego ofiara, nie nadzwyczajna.

Nie wiem, czy mi się to podoba i nie wiem, co napisać o tym rozdziale. Jest dziwny. Pewnie dlatego, że ostatnio nic nie żrę.
Proszę wszystkich bez wyjątku o opinię. Po to jest ten blog. Jeśli ktoś się jeszcze nie ujawniał w komentarzach, niech zrobi to teraz. Już. Albo niech chociaż maila mi napisze. O.
 ***
Aidia zmarszczyła brwi, nasłuchując. Nie słyszała niczego, ale przecież burza szalała, a jej serce biło tak mocno – trudno było cokolwiek usłyszeć.
- Zapewne zignorujesz mnie, jeśli poproszę, byś tu została?
- Tak.
Michaelis westchnął i narzucił swoją marynarkę na dziewczynę.
- Więc chodź.
Sebastian przyniósł z kuchni świecę i zapalił ją, a następnie podał Aidii – w domu nie było prądu i nie zanosiło się na to, aby demon kiedykolwiek o niego zadbał.
W holu Róża usunęła się nieco na bok. Kto mógł odwiedzić Sebastiana o tej porze? Kto w ogóle mógł go odwiedzić? Cóż, wcześniej wolała nie zastanawiać się głębiej nad tym, w jakim towarzystwie obracał się jej przyjaciel.
Ha, przyjaciel – Aidia pomyślała o tym, co zaszło zaledwie parę minut wcześniej.
Drzwi otworzyły się a w progu stał…dzieciak. Mniej-więcej wzrostu Aidii, nienależącej do wysokich. Nie, raczej niższy. Wyglądał na nie więcej niż dwanaście lub trzynaście lat. Tylko wyraz twarzy nie miał w sobie ani trochę dziecięcej niewinności. Choć na chwilę obecną był niczym zmoknięty szczeniak, trzymał się prosto i odważnie patrzył w oczy Sebastiana.
- Ach, witaj, Cielu Phantomhive.
Chłopiec uśmiechnął się.
- Nie zaprosisz mnie do środka, Sebastianie? – Mówił po angielsku, z przeciągłym, brytyjskim akcentem i Róża, która takiej mowy od śmierci rodziców nie słyszała, ledwie go zrozumiała.
Demon odsunął się, a Ciel wszedł do holu. Aidia zerknęła na gospodarza, jednak jego twarz była jak z kamienia – nie wyrażała niczego.
Nagle dzieciak spostrzegł Aidię.
- Nie spodziewałem się, że będziesz miał gościa. – Spojrzał uważnie w oczy dziewczyny i przesunął wzrokiem po jej twarzy, jakby czegoś szukał. W końcu uśmiechnął się uprzejmie. – Proszę wybaczyć, jeśli wyrwałem panienkę ze snu. Jestem Ciel Phantomhive, hrabia Phantomhive. – powiedział, płynnie przechodząc na polski, i delikatnie ucałował jej dłoń, a Aidia starała się przypomnieć sobie, czy kiedykolwiek słyszała o hrabstwie Phantomhive.
- Sebastianie, gdzie twoje maniery, byłem zmuszony dokonać autoprezentacji, choć przedstawienie nas sobie należało do ciebie.
Demon wyglądał, jakby chciał powiedzieć lub zrobić coś złośliwego, ale spojrzał na Aidię i rzekł tylko:
- Panna Aidia Rosalie Carter, moja przyjaciółka.
- Nie sądziłem, że szukasz przyjaciół wśród ludzi. Szczerze mówiąc nie sądziłem, że w ogóle gdziekolwiek ich szukasz.
- Hrabio Phantomhive, panna Carter raczej nie wygląda na ubawioną staniem tu i trzęsieniem się z zimna. Aidio, mogłabyś iść się położyć?
Dziewczyna już chciała zaprotestować, kiedy chłopiec nazwany hrabią stanął w jej obronie.
- Nie mam nic przeciwko jej towarzystwu, a i panna Carter zdaje się zupełnie rozbudzona.
Mimo niewzruszonego wyrazu twarzy Sebastian był na granicy wybuchnięcia histerycznym śmiechem.
***
- Co cię do mnie sprowadza?
- Szczerze mówiąc miałem nadzieję, że zastanę cię tu samotnego.
Sebastian zmierzył go chłodnym spojrzeniem.
- Czyżbyś pożałował swojej decyzji?
Chłopiec zaczerwienił się – to była jedna z niewielu chwil, w których wyglądał już zupełnie, jak dziecko.
- Oczywiście, że nie, nie bądź głupi.
- Rozumiem.
Aidia natomiast nie rozumiała. Co chwilę rzucała pytające spojrzenia w stronę Sebastiana, ale ten pozostawał niewzruszony, więc wbiła spojrzenie w swoje kolana.
Jej towarzysze zamilkli. Gdyby podniosła głowę, zobaczyłaby niewerbalną bitwę, jaką zdawali się toczyć między sobą. Nie patrząc na nich, sięgnęła po swoją filiżankę i upiła łyk zielonej herbaty. Na stoliku znajdowało się jeszcze jedno takie naczynie, puste. Kiedy Sebastian postawił je przed Cielem, a ten podziękował, wydało jej się, że jest świadkiem jakiejś trącącej groteską farsy. Wolała jednak o nic nie pytać.
Zimno. Dziewczyna skuliła się. Mimo, że Michaelis rozpalił w piecu a następnie przysunął stolik i fotele bliżej ognia specjalnie ze względu na nią, wciąż było jej chłodno. Odstawiła filiżankę, schowała pod nakrycie także ręce i objęła nimi ciało.
- Zimno ci? – spytał nagle Sebastian.
- Nie – mruknęła odruchowo Aidia – to była standardowa odpowiedź na większość jego pytań.
- Wybacz, hrabio Phantomhive, ale panna Carter wydaje się być zmęczona. Czy mógłbym przeprosić na…
- Nic mi nie jest – warknęła Aidia. Mimo wszystko przebywanie tu z nimi w jakiś sposób ją fascynowało, za nic nie chciała stracić ani jednego słowa, jeśli jakieś miałyby tu paść.
Sebastian, nie chcąc robić cyrku na oczach Ciela, a wiedząc, że dziewczyna dobrowolnie za nic się stąd nie ruszy, bez słowa wstał i wyszedł, by po chwili wrócić z jeszcze dwoma kocami. Narzucił je na Aidię i, wzrokiem uciszając wszelkie protesty, własnoręcznie ją nimi otulił. Dziewczynie od razu zrobiło się gorąco. Niestety nie z powodu koców. Jej stan pogorszył jeszcze fakt, że demon nie wrócił na swoje miejsce – siedząc na skrawku fotela jedną rękę oparł po drugiej stronie Róży. Przez chwilę uważnie patrzył jej w twarz. W końcu odwrócił wzrok i zaczął mówić monotonnym, cichym głosem:
- Cóż, drogi hrabio, widzisz, jak wiele się zmieniło przez ten czas. Ile pożarów zdusiło Londyn, ile plag i epidemii przeszła rasa ludzka. Ile zmian wprowadzili ci, którzy przeżyli.  Ze swych urokliwych posiadłości poprzenosili się do piętrowych bloków, jak nazywają te niezgrabne budynki… - zdawał się mówić coraz ciszej.
- Zanikła tradycja pisania listów, dzienników. W tym świecie, w nowym świecie, piękno ustępuje praktyczności…
Jej pierwsza myśl mogłaby być wyrażona w trzech literach będących skrótem od pewnego angielskiego zdania, często używanego w tego typu niewyjaśnionych sytuacjach. Po chwili jednak jego słowa zaczęły działać kojąco, przestała się tak dokładnie wsłuchiwać.
Było jej ciepło, wygodnie. Hrabia siedział nieruchomo, nie odzywając się, a Sebastian mówił. Opowiadał o ludziach, o ich żądzy posiadania i jej wpływie na historię, o zmianach, o okaleczonych duszach tego świata, byle mówić, a wszystko tym swoim melodyjnym, cichym głosem. Jakby nie wiedziała, czemu ma to służyć. I tylko na chwilkę przymknęła oczy…

***
- Zasnęła? – spytał cicho Ciel.
- Tak. Dlaczego chciałeś, żeby tu została?
- Ciekawi mnie twoja nowa ofiara. Pomyślałem, że skoro ci towarzyszy, choć nie zawarłeś z nią kontraktu, musi być wyjątkowa. Wybacz – uśmiechnął się złośliwie – jej dusza musi być wyjątkowa. Dlatego chciałem jej się przyjrzeć, zanim ją gdzieś przede mną ukryjesz. Ale nic niezwykłego w niej nie widzę.
- Nigdy nie byłeś taki wścibski, hrabio. Czyżby pozostawienie cię samego miało na ciebie aż taki zły wpływ?
- Możliwe. Nudzę się. – stwierdził po prostu Ciel.
- To typowe.  – Sebastian uśmiechnął się kpiąco – Dla dziecka.
Phantomhive zmarszczył brwi, zezłoszczony, ale zanim cokolwiek powiedział, drugi demon uciszył go gestem i zaniósł Aidię do pokoju. Kiedy wrócił, hrabia powitał go kolejnym drwiącym uśmieszkiem.
- Wciąż stanowisz dla mnie zagadkę, Sebastianie. Obchodzisz się z nią, jakby była porcelanową lalką.
- Pochlebiasz mi, hrabio – Michaelis zignorował drugie zdanie – to znaczy, że dobrze odegrałem swoją rolę.
- Kim ona jest dla ciebie?
Starszy westchnął ostentacyjnie i uniósł brwi.
- Cóż za bezpośredniość. Czy tego uczyłem kiedyś mojego panicza?
- Po prostu odpowiedz, wiesz, że nie jestem cierpliwy.
Sebastian uśmiechnął się.
- Nie muszę odpowiadać.
- W takim razie – chłopiec usiadł, założył nogę na nogę i zetknął czubki palców ze sobą – nie będziesz miał nic przeciwko, jeśli ją utracisz – przechylił głowę na bok i uśmiechnął się z zadowoleniem.
Już w następnej chwili do ściany przygważdżała go ręka Sebastiana, zaciśnięta na szyi chłopca.
- Cóż za rozpuszczony, nieznośny smarkacz – westchnął Michaelis – więc po to tu jesteś? Chcesz mi zepsuć zabawę?
- Se…sebastia…nie…
- Nie powinieneś dotykać cudzych rzeczy. – Demon mówił spokojnie, cicho.
- Puś…ć!
Sebastian zaśmiał się bez cienia wesołości, jego oczy rozbłysły szkarłatem.
- Nie muszę. Mogę cię w tej chwili nawet zabić. Wiesz – spojrzał w pełne przerażenia oczy, ich twarze dzieliło kilka centymetrów – nie łączy nas kontrakt – położył dłoń na jego policzku, kciukiem gładząc skórę pod prawym okiem hrabiego, przerażając go jeszcze bardziej tą parodią pieszczoty.
- Jeśli cię jeszcze zobaczę, przysięgam, że cię zabiję. Wynoś się. – wycedził.
Puścił chłopca, a ten upadł na ziemię, kaszląc. Po chwili spojrzał na Sebastiana i znów uśmiechnął się drwiąco. Zanim jednak ten zdążył zareagować, hrabia zniknął.
Sebastian stał przez chwilę w miejscu. Następnie, mimo złości nie zmieniając wyrazu twarzy, zaczął doprowadzać pomieszczenie do porządku. Przez tyle lat znosił tego dzieciaka, który traktował go, jak psa, był na każde jego zawołanie. Cały ten czas czuł rozgoryczenie – oto danie, które z takim namaszczeniem przygotowywał, z taką cierpliwością go oczekiwał, stało się jego przekleństwem, a on był uwięziony. Jego pan niczego się przez te lata nie nauczył, mając Sebastiana za obie ręce. Napełnił się jedynie bezgraniczną pewnością swojej mocy, rujnując siebie samego, stając się nie do zniesienia. To już nie był jego dawny panicz, a rozpuszczony, okrutny, złośliwy demon w ciele młodego chłopca. Sebastian poczuł wielką ulgę, kiedy hrabia puścił go wolno. A teraz ten dzieciak znów wraca, chcąc zrujnować jego plan gry. Jaki w tym cel?
Demon miał ochotę zgnieść go niczym robaka. Był robakiem, był niczym więcej jak tylko wijącym się, rozpuszczonym szkodnikiem.
Mimo wcześniejszej groźby był pewien, że nie widzi go po raz ostatni.

sobota, 30 lipca 2011

03. Jego ofiara, w kłopocie.

Dzisiejszy odcinek wyjątkowo długi i wyjątkowo zagmatwany, ale chyba tłumaczyłam już, jak będę pisać. Miałam natchnienie i przyznam, że mi się podoba, ale ocenę pozostawiam czytelnikom - trudno oceniać tekst, który ci się przejadł. Zresztą był inny, ale komputer znów poszedł do formatowania. Szkoda, ale ten chyba jest ciekawszy. Zapraszam do lektury.

*** 

Czas mijał nieubłaganie, jak to miał w swym zwyczaju. W końcu Aidia przyzwyczaiła się do stałego bycia napastowaną przez Sebastiana. Tak więc nawet, gdy w dniu zakończenia roku szkolnego przyjechał po nią i jak gdyby nigdy nic pochwalił za poprawienie ocen studiując jej świadectwo, nie wytrąciło jej to z równowagi. Przynajmniej niezbyt mocno. A jednak nie warto kręcić głową nad naiwnością Różyczki. Wielokrotnie próbowała odkryć motywy zainteresowania demona jej osobą, nieraz też poruszała ten temat w ich rozmowach. Ponieważ nigdy nie pytała wprost, Sebastian zawsze zgrabnie sprowadzał rozmowę na inny tor, za każdym razem uśmiechając się pobłażliwie. Po dwóch miesiącach dziewczyna skapitulowała tłumacząc sobie, że jeśli ma tego później pożałować, i tak jest to nieuniknione. Prawda była jednak taka, że przywiązała się do niego i zwykła słabość powoli usypiała jej czujność.
Sebastianowi tymczasem wielką radość…cóż, może raczej satysfakcję sprawiało obserwowanie jej. Był zaintrygowany nową zabawką i bawiło go patrzenie, jak bardzo przywiązuje się do niego, jak czerwieni się, kiedy ten się zbliży…bawiła go każda oznaka jakichkolwiek uczuć z jej strony. A trzeba przyznać, że była ciekawszym obiektem do obserwacji, niż Ciel. Demon nie zapominał, do czego dąży, ale finał gry nie byłby tak wspaniały, gdyby nie słodki okres oczekiwania.

***
- Aidio, powinnaś wstawać.
Dziewczyna mruknęła coś i przewróciła się na drugi bok. Sebastian nachylił się nad nią, delikatnie odgarnął jej włosy i z twarzą zawisłą o milimetry od niej szepnął:
- Kochanie…czas wstać, już dałem ci odespać po wczorajszym.
Róża natychmiast zerwała się z łóżka.
- SŁUCHAM?!
- Za pozwoleniem, moja dykcja jest…
- CO TO MIAŁO ZNACZYĆ?! „KOCHANIE”?!
Demon uśmiechnął się.
- To nieistotne. Wstałaś, prawda?
***
- W tak krótkim czasie świat zaskakująco się zmienił. Naprawdę, trudno orzec, czy koniecznie na lepsze…żeby to coś w sklepach nazywać herbatą…
Aidia otworzyła usta, żeby przypomnieć parzącemu zdobytą skądś „dobrą” herbatę Sebastianowi, iż jako demon nie może czuć smaku jakiegokolwiek napoju, jednak opanowała się. Ten spojrzał na nią przelotnie i mówił dalej.
- Kłamstwo obecne jest nawet w zwykłych pudełkach z herbatą. Zdumiewające, jak można tę niewprawną kombinację nazwać Earl Grey’em…
Dziewczyna znów otworzyła usta, żeby przypomnieć mu, że się powtórzył, ale opanowała się.
- Zakłamanie wyczuwam nawet w twoim milczeniu, bo wyraźnie chcesz coś powiedzieć, a jednak już od czterdziestu trzech minut i trzydziestu ośmiu sekund milczysz. Winny jestem ci gratulacje, bo rzadko pozbawiasz mnie przyjemności słuchania twego głosu na tak długo.
Aidia już chciała się odgryźć, jednak znów się opanowała. Demon odwrócił się, żeby nalać wrzątku do imbryka – dziewczyna nie widziała więc jego uśmiechu.
- Albo pragniesz sprowokować u mnie jakieś działania poprzez zmuszenie mnie do odczytywania swych niewyrażonych życzeń, albo jesteś obrażona, bo coś cię trapi i zrzucasz odpowiedzialność za to na mnie. A ponieważ nie widzę powodu, dla którego miałabyś być obrażona…
- Nie lubię Earl Grey’a! – stwierdziła szybko Róża.
- Ach, nie piłaś nigdy prawdziwego Earl Greya. – Sebastian, nie ukrywając zadowolenia, podsunął dziewczynie filiżankę z napojem.
Dziewczyna wahała się przez chwilę, ale w końcu chwyciła ją. Sebastian usiadł naprzeciwko.
- Więc, o co chodzi tym razem?
- Nie zaczynamy zdania od „więc”. – Warknęła Aidia.
- Wydaje mi się, że nie o poprawność gramatyczną mojej wypowiedzi spytałem.
Róża przez chwilę milczała. W końcu postawiła filiżankę z hukiem i wstała.
- Co miał oznaczać ten tekst dziś rano?! I co ty w ogóle robiłeś u mnie o tej porze?
- Byłem tu całą noc.
Dziewczyna pobladła.
- Ale…w nocy…gdzie?
- Cóż za niemądre pytanie. Z tobą, oczywiście.
Aidia jęknęła i oparła się o ścianę. Na twarzy Sebastiana wykwitł uśmiech sadysty znęcającego się nad bezbronną ofiarą.
- Sebastian…żartujesz sobie?
- Nie rozumiem, gdzie widzisz tu miejsce dla żartów.
Nastała chwila pełnej oczekiwania ciszy. Właściwie to Aidia oczekiwała, rozpaczliwie wyszukując w swej pamięci jakichś wspomnień z wczorajszego wieczoru. Sebastian…w sumie to trudno powiedzieć, co robił, bo jego postawa jakoś się nie zmieniła. W końcu podszedł do dziewczyny, objął ją delikatnie i cicho powiedział:
- Jeśli następnym razem wrócisz o tej porze i w takim stanie, to twoja siostra będzie trzymać twoje włosy nad muszla klozetową, poić cię rumiankiem i usypiać. Tylko, że ona nie będzie taka uprzejma z rana.
- SEBASTIAN!
- Nic się nie wydarzyło. Zresztą raczej byś pamiętała. – Tutaj uśmiechnął przebiegle.
- JA MAM SZESNAŚCIE LAT!
Demon puścił ją.
- Więc pamiętaj o tym następnym razem, kiedy będziesz chciała sobie poimprezować.

Wkrótce Aidia już nawet zaniechała buntów i oświadczeń, jakoby Michaelis nie miał prawa jej tak pilnować. Ponadto polubiła Earl Grey’a. Jednak to chyba nieistotne. Istotne jest to, że Aidia bez nadzoru nie poszła już na żaden koncert ani nawet domówkę. Ponieważ nadzór ów stanowił Sebastian, dziewczyna wolała na wszelki wypadek wyrzec się tych przyjemności. Mimo to nie miała powodów, by narzekać na nudę…

Sebastian, prowadzony po trosze brakiem pomysłów na to, co mógłby ze sobą zrobić, kiedy nie ma co robić, oraz po trosze sam-nie-wiedział-czym kupił sobie dom. O źródło funduszy Aidia wolała nie pytać, co do innych – cóż, jeśli przystojny, charyzmatyczny i dobrze ubrany młody mężczyzna nie budził w nich zaufania, budziły je same pieniądze i nikt nie odczuwał potrzeby, by nie iść w ślady panny Carter w tej kwestii.
Nie był to zwyczajny dom. Dość spora posiadłość z parkiem była niegdysiejszą letnią rezydencją pewnego bogatego małżeństwa. Późniejsi spadkobiercy owego cuda rozjechali się po świecie od lat nie raczyli zerknąć nawet na rozpadający się dom, odmawiali też udostępnienia go zwiedzającym. Kiedy ostatni właściciel zaczął popadać w długi, przypomniał sobie o opuszczonej posiadłości i sprzedał ją pierwszej chętnej osobie, później z resztą wyśmiewając jej naiwność. Michaelis jednak nie był naiwny. Trzeba rzec, że raczej piekielnie sprytny. Bo jakimś cudem niewiele później rozpadająca się rezydencja wróciła do dawnej świetności.
Kiedy Aidia po raz pierwszy odwiedziła Sebastiana, o mało nie zemdlała. O mało, bo omdlenie z pewnością przeszkodziłoby jej w radosnym obiegnięciu wszystkich pomieszczeń i wybraniu sobie pokoju. Na szczęście Sebastian postanowił zignorować tę śmiałość zanim jeszcze miała miejsce – w końcu sam ją przewidział. Ciekawie będzie mieszkało się z nią na jego prawach, nawet na krótko.
Początkowo dziewczyna jedynie odwiedzała Sebastiana tak jak wcześniej on ją, aż raz zasiedziała się do późna. Wówczas Sebastian z chytrym uśmieszkiem odmówił zarówno odwożenia jej, jak i wypuszczenia samej o tej porze, przypominając o ilości pokoi i tym jednym, przywłaszczonym przez nią. Wtedy pierwszy raz została u niego na noc, później powtórzyło się to kilka razy, gdyż Sebastian postanowił skracać jej godzinę policyjną nie zważając na jakiekolwiek oznaki zażenowania czy protesty. W końcu dom Michaelisa stał się jej środowiskiem naturalnym. Nawet i jego samego nieśmiało nazywała przyjacielem, co wywołało u niego ironiczny uśmieszek – jedyna osoba, która zrobiła to przed nią, od dawna nie żyła. Aidia pokochała klimat posiadłości i godzinami potrafiła wysiadywać w ogrodzie lub biegać po nim z aparatem, najczęściej za właścicielem domu, kiedy tylko się pojawił. Oczywiście pojawiał się często – Aidia była nie tyle jego „przyjaciółką” czy gościem, co zabawką, obiektem obserwacji. Wciąż bawiło go przekomarzanie się z nią i jej reakcje, często zupełnie niespodziewane, dlatego lubił mieć ją przy sobie, choć może to zabrzmieć nieco sentymentalnie.

Pewnego wieczoru, po całodziennym upale rozpętała się burza. Trwała do późna, co utrudniało Róży sen, więc usiadła na szerokim parapecie i przyglądała się tej apokalipsie z bezpiecznego kąta. Nie miała w sumie pewności co do tego bezpieczeństwa, ale mało ją to obchodziło. Nie bała się burzy i zawsze szczerze wyśmiewała tych kulących się ze strachu. Gdy była młodsza, często prowokacyjnie wybiegała w ulewę i śmiała się z każdego grzmienia, co jej opiekunów przyprawiało o palpitacje.
Zagrzmiało. Aidia oparła głowę o szybę i z fascynacją obserwowała niemalże wściekłą ulewę.
- Znów nie śpisz.
Prawie podskoczyła.
- Dlaczego wchodzisz bez pukania?!
- Pukałem.
- Wcale nie, niczego nie słyszałam.
- Zasłuchana w swoich myślach?
- Co tu robisz? – Warknęła, zwracając Sebastiana w stronę prozaicznej rzeczywistości.
- Chciałem sprawdzić, czy ta pogoda cię nie niepokoi.
- Nie niepokoi. Wyjdź. – Róża czuła się przyłapana – oto obiekt jej rozmyślań pojawił się tu na jawie.
Zaśmiał się i usiadł obok.
- Zapominasz się. Pamiętaj, że jesteś tu gościem.
- Więc chyba mam prawo do prywatności?!
- Nie odbieram ci go. Tylko że ja, jako twój gospodarz, mam obowiązek towarzyszyć ci i pilnować, byś się nie nudziła.
- Aha.
- Gorzko zabrzmiało to „aha”. Jakbyś zawarła w nim jakieś zarzuty.
- Może źle wykonujesz swój obowiązek?
Uśmiechnął się i dziewczyna pożałowała swoich słów. Ten uśmiech nie wróżył niczego dobrego.
- Mogę sprawić…żebyś się nie nudziła. – wyszeptał zbliżając swoja twarz do niej. Ręce oparł o ścianę za nią odcinając Róży drogę ucieczki. Poczuła, że jest jej gorąco.
- Więc przyszedłeś, żeby…
- Nie zaczyna się zdania od „więc”.
- Sebastian!
- Tak.
- Ty podły...
- W końcu… - palcami jednej ręki delikatnie przeczesał jej włosy – jestem demonem.
Spuściła wzrok.
- Ale wiem, że nie krzywdzę cię tym w żaden sposób. Widziałem twoje spojrzenia.
- Idiota!
Aidia była już zupełnie rozdarta. Fakt, Sebastian miał…dziwne poczucie humoru i często zabawiał się jej kosztem, ale nigdy nie zaszło to za daleko. Zawsze, mimo zdradzieckich rumieńców na twarzy, których nie mogła w żaden sposób powstrzymać, wiedziała, że demon robi sobie żarty. Bała się przyznać sama przed sobą, że zaczynało ją to ranić. Miała bolesną świadomość, że przez niego czuje coś dziwnego, że samo jego pojawienie się zaczyna wywoływać u niej nieznane wcześniej reakcje. Czuła się uzależniona, ale wmawiała sobie, że po prostu przeżywa młodzieńczy, złudny zachwyt, bo Sebastian jest starszy, przystojny, i…cóż, nazwijmy to utalentowaniem. W dodatku był demonem, co już zupełnie było abstrakcyjne. Do dwuznacznych sytuacji doprowadzał często, ale nigdy jeszcze nie czuła, ze jest tak blisko.
- Kogo nazywasz idiotą?
- Widzisz tu jeszcze kogoś?
- Aidia, boisz się mnie?
- Dlaczego niby miałabym…
- Więc spójrz na mnie.
- Nie.
- Boisz się.
- Nie!
- Syndrom wyparcia?
- Przestań się ze mną bawić! – wrzasnęła dziewczyna próbując odepchnąć demona od siebie.
Zaśmiał się, a Aidię przeszedł dreszcz.
- Teraz to mówisz? Co robiliśmy przez cały czas, jeśli się nie bawiliśmy? Czym była nasza znajomość, jeśli nie grą? Wiesz, spróbuj czasem odpuścić. Życie… -
Zagrzmiało i błyskawica rozświetliła pokój.
- Jest grą. – W tym momencie Aidia faktycznie odpuściła. Ustami wpiła się w jego wargi i wsunęła rękę w czarne włosy. Jeśli to gra, nie ma nic do stracenia, prawda? Nie będzie napięcia, dziwnego zachowania. Nie ma zobowiązań. To tylko gra. A Róża ma prawo ulec pokusie, gdy on jest tak blisko. Sebastian pogłębił pocałunek. Trwali tak przez dłuższą chwilę, aż Michaelis delikatnie oderwał się od dziewczyny. Jej szeroko otwarte oczy błyszczały, niemalże rozpaczliwie starała się uspokoić oddech.
- Wybacz. – Rzekł Michaelis. – Ale chyba mamy gościa.

piątek, 10 czerwca 2011

02. Jego ofiara, zdemaskowana.

 Na początku przypominam, że opowiadanie to jest ucieleśnieniem samowoli, jeśli tak można nazwać tekst. Jeden rozdział może ociekać patosem, inny będzie bezczelną parodią tudzież satyrą, wszystko jednak trzymać się będzie fabuły. Po prostu zawisłam w próżni, wciąż mając chęć na tworzenie, ale za każdym razem czego innego, stąd to coś. Lepiej chyba wszystko wrzucić do jednego worka. 
Ponieważ nie jest to mój komputer, w rażący sposób ignoruje on moje polecenia, dlatego też miałam trudności z wklejeniem rozdziału. "Kłopoty z myszką" to takie dwuznaczne określenie, nieprawdaż?
Rozdział dziś jest z nami dzięki uprzejmości (lub sadyzmowi) Oli Em, która to dzielnie wysyłała mi na GG pocięte na kawałki rozdziały oraz czytała owe wypociny, racząc mnie swą jakże znaczącą opinią. 
No i to wszystko. Tych, którzy jeszcze nie skapitulowali, zapraszam do lektury.

 2.
W sobotę rano Róża obudziła się z czymś w rodzaju kaca moralnego. Wywalili ją ze szkoły. Jakkolwiek zbytnio nie przejęła się tym zdarzeniem w dniu jego zajścia, tak w chwili obecnej powoli zaczynała panikować. Wyrzucić ucznia zaraz po egzaminach – chore.
Trzeba będzie powiedzieć Alice. Co z tego, że ją za to ukatrupi.
Aidia powlokła się leniwie do salonu, gdzie zostawiła telefon. To jest, jakieś dwa metry w prawo od łóżka. Mieszkanie miało dwa małe pokoje, kuchnię oraz łazienkę, a rozmiar żadnego z pomieszczeń nie pozwalał nazywać go salonem. Ale to taka ładna nazwa.
W każdym razie, Aidia już chwyciła telefon, chcąc (właściwie to nie chcąc) skontaktować się z siostrą, kiedy jej uwagę przykuł mały szczegół. Była czwarta rano. Przekazanie informacji o wydaleniu ze szkoły tak wczesną porą mogłoby wydawać się kuszące, a to ze względu na silne ramiona Morfeusza, z których rozmówca najpewniej nie zdołałby się wyrwać. Na Alice jednak, a właściwie na Alicji Dembskiej ta metoda nie zadziałałaby zbyt sprawnie – najwyżej przybyłby jej jeszcze jeden powód do zamordowania siostry.
Mamrocząc pod nosem coś mniej-więcej w stylu „kitnamushkilyehgaanazaragaakedikhana…akaka, kuroka…kurwa mać” Róża powlokła się do łazienki i… W sumie to nieistotne. Następnie ubrała się w to, co było w zasięgu wzroku, związała włosy i około za kwadrans piąta wyszła z domu.
***
Sebastian krążył samotnie ulicą próbując znaleźć sobie w miarę ciekawe zajęcie. Pora była zbyt wczesna, by ci leniwi i tak żałośnie chwytający się każdej minuty snu ludzie zaczęli wychodzić na ulice, więc trudno było mu znaleźć punkt zaczepienia. Dostrzec można było jedynie kilka mało interesujących istot, pospiesznie drepczących w kierunku swoich miejsc pracy. Tej dziewczyny nigdzie nie mógł dostrzec – ale czego można było się spodziewać po nastolatce w tych czasach? Dziś osoby w jej wieku potrafiły spać nawet do południa. Demon uśmiechnął się pogardliwie. Ludzie. Śmieszne istoty.
Postanowił skierować się w stronę parku. Było to jedno z niewielu miejsc, które go dziś nie drażniło – przypominało mu ogród posiadłości Phantomhive. Cóż za urocze czasy.
Spacerując powoli dostrzegł na ławce oddalonej o kilkanaście metrów znajomą sylwetkę. Dziewczyna siedziała pochylona nad książką, jej twarz zasłaniały długie, ciemne włosy. Mimo to wiedział, kim jest. Spojrzał na zegarek – nie ma co, zaskoczyła go. Zaczął głośno nucić i niespiesznie ruszył w kierunku Aidii. Kiedy ją mijał, wzdrygnęła się i podniosła głowę, zaskoczona na dźwięk znajomego głosu.
- Dzień dobry. – Sebastian uśmiechnął się nieco złośliwie. Oczywiście, złośliwe uśmiechy nie są zbyt popularnymi środkami do zawierania ani tym bardziej rozwijania nowych znajomości, lecz demon miał to głęboko w poważaniu. Niestety, Róża już nie.
- Dzień dobry. – Odpowiedziała. W sumie, to równie dobrze mogła powiedzieć „spierdalaj dziadu”, bo ton był taki sam.
- Spotykam cię już drugi raz w tym tygodniu. Zapewne wypada nam się zapoznać. Jestem Sebastian Michaelis.
- Wiem. – Oznajmiła patrząc podejrzliwie na demona.
- Czy twoje imię jest tajemnicą?
Aidia normalnie uznałaby go za pedofila i uciekła do domu, ale ta osoba miała w sobie coś przyciągającego. No i ładnie pachniała. Co nie znaczyło, że Róża powinna być miła.
Ponieważ nie chciała też Sebastiana obrazić, a trudno było jej w danej chwili dłuższą wypowiedzią tego nie zrobić, powiedziała tylko „tak”.
Demon przez chwilę rozkoszował się ciszą, jaka nastąpiła po tym krótkim potwierdzeniu, po czym postanowił zaprzestać zabawiania się z nią. Przynajmniej na razie.
- Oziębła z ciebie osoba, Aidio Rose Carter.
Nie odpowiedziała. Po dłuższej chwili spojrzała na niego z ironicznym uśmiechem.
- O co chodzi? – Spytała.
Ciekawa osoba. Taka mała, drobna i krucha, że mógłby w tej chwili pocałunkiem wydusić z niej życie. Nie byłaby w stanie się bronić. A patrzyła, jakby drwiła z niego. Ludzie.

***

- Aidia, obudź się – zaśpiewał miękko Sebastian. Nie, nie znajdowali się w sypialni. Byli w McDonaldzie i Aidia właśnie zasnęła na stole. Po kilkukrotnym powtórzeniu czynności, co trochę jednak trwało, dziewczyna poderwała się, głośno wciągając powietrze.
- Ożesz – skomentowała – na długo odpłynęłam?
- Tylko na jakieś cztery godziny – oznajmił z serdecznym uśmiechem Sebastian – najwyraźniej za późno się położyłaś.
- Raczej za wcześnie wstałam – wymruczała Róża.
„Ludzie.” – pomyślał Sebastian.
Tymczasem do Róży dotarły wcześniejsze słowa Michaelisa.
- Przez cztery godziny spałam na stole? – zapytała spokojnie.
- Na to wygląda.
- Nie obudziłeś mnie?
- Właśnie to zrobiłem.
Róża jedynie obdarzyła towarzysza chłodnym spojrzeniem i zaczęła grzebać w kieszeniach w poszukiwaniu drobnych na kawę. Wciąż okropnie chciało jej się spać. Nic dziwnego, po trzech godzinach snu i pięciu następnych spędzonych z dziwnym nieznajomym, który w owym czasie udowadniał jej, że jest demonem. Naprawdę, nic dziwnego.
- Pańska kawa – beznamiętnie oznajmiła pulchna pracownica restauracji, stawiając na ich stoliku tacę z dużym espresso. Sebastian postawił kubek z napojem przed Aidią.
- Dla siebie nie wziąłeś?
Demon tylko uśmiechnął się pobłażliwie.
- Dzięki, ile ci wiszę?
- Pozwól, że cenę podam ci nieco później.
Carter odchrząknęła, wyjęła z pewnej zgrabnej skrytki zwanej kieszenią bluzy banknot dziesięciozłotowy i położyła przed demonem stwierdzając:
- reszty nie trzeba.
On zaś postanowił tego nie komentować i po prostu schował banknot do kieszeni. Jakby w ogóle go potrzebował.
- Właściwie, to od kiedy w McDonaldzie pracownicy donoszą jedzenie do stolika?
Uśmiech.
- Jeśli mnie poprosisz, od dzisiaj.
***
- Nadal nie powiedziałeś mi…
- Potrzebuję tylko twojego pozwolenia, a zdążę powiedzieć ci jeszcze wiele rzeczy – Sebastian postanowił obrać inną taktykę, onieśmielając Różę bliskością. Mówiąc to, przyparł ją do najbliższej ściany i pochylił się nad nią tak, że ich twarze dzieliło zaledwie parę centymetrów.
Mimo to, pozwolił jej się wymknąć, gdy tylko spróbowała to zrobić.
- Zakładając, że będę słuchać. Dobranoc. – To powiedziawszy, zniknęła w bramie kamienicy.
Sebastian Michaelis jednak nawet w mroku zdołał dostrzec rumieniec na jej twarzy. Nareszcie satysfakcja.
Podniósł głowę, by zobaczyć, jak zapala się światło w jednym z okien, w którym zamajaczyła pewna znana mu sylwetka.